Wspomnienie
Author(s) -
Rafał Abkowicz,
Mariola Abkowicz
Publication year - 1999
Publication title -
awazymyz pismo historyczno-społeczno-kulturalne karaimów
Language(s) - Polish
Resource type - Journals
eISSN - 1733-7585
pISSN - 1733-7577
DOI - 10.33229/az.25
Subject(s) - physics , theology , philosophy
W różnych papierach, które pozostały po moim Dziadku, zmarłym we Wrocławiu 12 września 1992 r. hazzanie Rafale Abkowiczu, znalazłam opowieść, którą chciałabym się podzielić z szerszym gronem czytelników. Niewiele spotkałam relacji z tego trudnego dla wszystkich, w tym również dla Karaimów okresu. Trwała jeszcze zawierucha spowodowana I Wojną Światową, tworzyły się zręby odrodzonej Polski. Większość Karaimów zamieszkujących ziemie litewskie była jeszcze w ewakuacji. W różne miejsca Imperium Rosyjskiego los ich rzucił, na Krym, do Pskowa, Charkowa, Hrebennego..., różnie ułożyły się ich losy. Niektórzy powrócili i próbowali odtworzyć życie religijne, społeczne i kulturalne, inni na zawsze pozostali gdzieś, tam. Posłuchajmy opowieści jednego z pierwszych, który odnalazł drogę do domu.
Urodziłem się w Trokach 16.03.1896 r. Mój ojciec, Abraham Szemoel Abkowicz, pochodził ze starej rodziny karaimskich hazzanów. Posiadał w Trokach 3 h. ziemi i prowadził gospodarstwo rolne. W 1911 roku ukończyłem w Trokach 4 klasową szkołę i rozpocząłem pracę zarobkową pracując w powiatowej kasie skarbowej. Jednocześnie przygotowywałem się do egzaminu z zakresu 6 klasy gimnazjalnej. Równolegle do tego studiowałem teologię karaimską przy Duchownym Zarządzie Karaimskim. Nauczycielami moimi byli starszy hazzan b. p. Bogusław Firkowicz i hazzan b. p. Zachariasz Mickiewicz. W lipcu 1915 zaciągnąłem się do armii rosyjskiej w charakterze ochotnika i po ukończeniu szkoły oficerskiej w Moskwie w marcu 1916 r. zostałem przydzielony do 177 Izborskiego pułku piechoty, w szeregach którego brałem udział w I Wojnie Światowej, w charakterze dowódcy kompanii do 31.12.1917 r., tj do czasu ogłoszenia ogólnej demobilizacji armii rosyjskiej. W 1918, po demobilizacji znalazłem w Charkowie resztę rodziny: ciotkę Annę Kapłonowską, ojca, brata Józefa i siostrę Ninę. Potem jako obywatel litewski wróciłem do Trok. W Trokach zastałem gminę zupełnie zrujnowaną, tak pod względem moralnym, jak gospodarczym. Kienesa była zaniedbana i midrasz, w którym pobierałem nauki, również opustoszały. Co prawda, już zastałem w Trokach swego nauczyciela b. p. hazzana Z. Mickiewicza, ale cóż on mógł zrobić w takiej beznadziejnej sytuacji mając na barkach 80-ty krzyżyk. Zdecydowałem wziąć się do roboty. Pomny nauk, które mi wszczepili moi nauczyciele, iż podstawą moralną istnienia karaimskiego dżymatu jest midrasz, zdecydowałem uporządkować zaniedbane lokum. Udało mi się zebrać wszystkie ławki i rozstawić tak, jak one stały przed wyjazdem Karaimów z Trok, nawet biurko, przy którym urzędowali nasi nauczyciele odnalazłem i ustawiłem na właściwym miejscu. Tak odrestaurowany midrasz w zimie potrzebował opału. Musiałem starać się o ten opał. Namówiłem b. p. Józefa Nowickiego, aby pojechał ze mną do lasu i jakoś udało się nam zakupić u leśniczego szczapy i z wielkim trudem przywieźć je do Trok. Mieliśmy już opał, trzeba było narąbać, niestety nie było wśród Karaimów ochotników. Musiałem nauczyć się rąbania drzewa. Przygotowałem go o własnych siłach. Wreszcie ówczesny gabbaj Osip Ananiewicz (Milukas) wynajął kobietę, która sprzątnęła salę i napaliła w piecach. Midrasz był ogrzany. Uczniów było mało. Więc mogliśmy zbierać się na nabożeństwo, na razie w soboty, bo kienesa była zaniedbana, a do tego nie ogrzewana. W dni powszednie zacząłem stopniowo uczyć swoją siostrę Zofię i znalazło się jeszcze kilka zaniedbanych dzieci i w ten sposób został odrestaurowany przeze mnie nasz kochany midrasz. Ponieważ w Trokach jeszcze nie było stałej władzy, prowizorium przedłużyło się do kwietnia 1919 r., do przyjścia władz polskich. Zostało utworzone Starostwo i inspektorat szkolny. Sprawą zainteresował się inspektorat szkolny i ówczesny starosta powiatu pan Stankiewicz (późniejszy Rektor Uniwersytetu Wileńskiego) i na mój wniosek została utworzona powszechna szkoła dla dzieci karaimskich, tak jak było za czasów rosyjskich, z językiem wykładowym polskim. Została przydzielona nauczycielka jako kierowniczka, a sam zostałem nauczycielem religii i języka karaimskiego. W lutym 1919 r. zostałem wyświęcony przez b. p. hazzana Z. Mickiewicza na ribbi, a w czerwcu tegoż roku wybrano mnie na stanowisko młodszego hazzana. Polska szkoła dla karaimskich dzieci funkcjonowała do sierpnia 1920 r., do czasu ewakuacji administracji polskiej z powodu działań wojennych. Ja zaś zmuszony zostałem zrezygnować ze wszystkich moich ulubionych zajęć z powodu objęcia ich podczas mojej nieobecności w Trokach przez Szymona Firkowicza.
Accelerating Research
Robert Robinson Avenue,
Oxford Science Park, Oxford
OX4 4GP, United Kingdom
Address
John Eccles HouseRobert Robinson Avenue,
Oxford Science Park, Oxford
OX4 4GP, United Kingdom